200 kilometrów na rowerze w 1 dzień – Tarnów – Myślenice i z powrotem

Na ten wyjazd napalałem się od czasu majówki (386 km | Majówka – Góry Świętokrzyskie). Niestety nie miałem zbyt wielu okazji, aby jeździć daleko, dlatego byłem pewien obaw. Jak się okazało później, strach był zupełnie nieuzasadniony. Udało nam się przejechać łącznie 218 kilometrów (odczyt z mojego licznika). Wystartowaliśmy w Tarnowie i przejechaliśmy przez Szczepanów – Szarów – Dobczyce – Osieczany – Gdów – Cikowice – Borzęcin – Wierzchosławice. Trasa jak zawsze przygotowana była bocznymi drogami.

5:00

Pobudka, kawa, owsianka (link), ubieranie, jeszcze tylko bidony i pędem na rynek. Mniej więcej tak wyglądał mój poranek. Poprzedni wieczór był dość ciężki ponieważ serwisowałem rower do północy. O omówionej godzinie stawiłem się na rynku i wraz z jednym uczestnikiem czekaliśmy na resztę. Po chwili zaczęli się zjeżdżać pozostali.

200 km Tarnów
Tarnowski Rynek – Kliknij aby otworzyć galerię zdjęć…

W międzyczasie zagadał do nas mocno podchmielony pan, palący kawałeczek cygara. Próbował się nim zaciągać, co szybko przestało się podobać jego płucom. Ani on, ani jego kolega nie mogli uwierzyć, że zrobimy tyle kilometrów. Obiecali nam jednak, że będą trzymać za nas kciuki. Z takim dopingiem nie zostało nam nic innego jak ruszyć w trasę.

Brałeś udział w tym wyjeździe? Pobierz sobie komplet zdjęć!

10:00

Pełni sił po postoju w Szczepanowie, pedałowaliśmy przed siebie. Robiło się coraz goręcej. Woda w bidonie zaczynała znikać coraz szybciej. Ruch na drodze był całkowicie znikomy. W pewnym momencie zauważyłem tablicę z napisem Stanisławice. Zagadałem do znajomego: „Czy to są te Stanisławice koło Krakowa?” Oboje uznaliśmy, że na pewno nie. Dwa kilometry później wjechaliśmy do miejscowości Kłaj. What the fuck?! Przecież dopiero co ruszyliśmy!

200 km NIegowić
Niegowić- Kościół

13:00

Bo teraz jest kryzys….

W nogach miałem nieco ponad 100 kilometrów. Na głowie kask i buff. W żołądku cztery banany, trzy litry wody, dwa wafelki „Góralki” i owsiankę, Rozpoczęły się pierwsze i na szczęście jedyne podjazdy. Mógłbym przysiąc, że pot gotował się na powierzchni skóry. Miałem dwa momenty, w których czułem, że spadnę z siodełka. Nie bolały mnie nogi, nie byłem odwodniony, ani nadmiernie zmęczony. Nie wiem co to było, ale dwa postoje w cieniu pomogły. Kryzys już nie wrócił. a ostatnie uzupełnienie wody pod sklepem zwiastowało niezły wycisk. Teraz udajemy się na sześć podjazdów, przerywanych wypłaszczeniami. Ostatni był tak stromy, że stojąc na pedałach jechało się dość ciężko.  Były jednak plusy. Z każdym podjazdem, widoki „piękniały” do kwadratu! Zakochałem się w tym miejscu. Mógłbym tam jeździć codziennie! Zjazd był szybki. Jak bardzo? Udało mi się rozpędzić do ponad 69 km/h.

200 km Myślenic Dobczyce Dobczyckie

15:00

Czy ktoś mówił obiad?

Wszędzie widzę jedzenie. Rozpoczął się ten stan, gdy patrząc na współtowarzyszy widziałem w nich mięso. Objazd wokół jeziora Dobczyckiego zużył resztki energii jaką posiadałem. Na szczęście mieliśmy przewidziany podwójny postój (łącznie wyszło 40 minut). Zajechaliśmy do sklepu, kupiłem czerstwe bułki i sałatkę. Kilometr dalej podjechaliśmy pod zajazd znajdujący się tuż przy Rabie.  Na pięknej zielonej trawce opodal stolików, usiadłem ja. A dokładnie położyłem rower, zdjąłem buty i skarpety, a potem rzuciłem się na jedzenie jak wygłodniałe zwierze. Pojedzony położyłem się na dwadzieścia minut. Nie ma czasu na sentymenty. Pamiątkowa fotka grupowa i pora w drogę.

200 km Raba Dobczyce Myślenice

200 km Raba Dobczyce Myślenice
Nad Rabą

17:00

Puszcza Niepołomicka jest przepiękna, a droga asfaltowa wśród drzew to prawdziwy luksus. Obiecałem sobie, że przyjadę tu kiedyś na rowerach z moją dziewczyną. Wracając jednak do jazdy. Pośród całej rzeczy ludzi na rolkach, wpadliśmy na sympatycznego autochtona. Jechał na kolarce przerobionej na cross’a. Pokazał nam najkrótszą trasę i opowiedział kilka historii. Przejechał z nami kilkanaście kilometrów po czym rozstaliśmy się. Pół godziny później zaczęło lać. Nie pamiętam bym kiedykolwiek cieszył się z deszczu tak bardzo jak wtedy. Gdzieś w międzyczasie, czekając na grupę, objadałem się przepysznymi wiśniami, które skubałem z drzewa rosnącego tuż przy drodze. Deszcz towarzyszył nam do samego Tarnowa. Schowałem wtedy aparat, dlatego przepraszam, że nie mam więcej zdjęć.

200 km Raba Most Puszcza Niepołomicka Niepołomice
Most na Rabie

200 km Niepołomice Raba Most

 

200 km
Kliknij aby otworzyć galerię zdjęć…

20:45

Home sweet home…

W momencie gdy zaczęło padać, mieliśmy przed sobą jeszcze 50-60 kilometrów. Aby skrócić sobie drogę, skręciliśmy w Las Radłowski. Droga była dobrej jakości, a drzewa chroniły przed deszczem. Problem stanowił piach, którym droga byłą obsypana sowicie (po wyjściu z wanny, nie było widać dna od piasku, który ze mnie opadł). Pod koniec, na myśl, że niedługo znajdę się w domu dostałem ogromnego kopa. Pedałowało się lekko, nagle nic mnie nie bolało. Cóż za przedziwne, budujące uczucie.

Pora na podsumowanie wyjazdu. Łącznie w ciągu całego dnia spaliłem blisko 8,5 tysiąca kalorii. Przejechaliśmy razem 218 kilometrów. Zrobiłem około 70 zdjęć. Wypiłem prawie 6 litrów wody i zjadłem ponad kilogram bananów. Kolejnego dnia dalej bolała mnie szyja ale we wtorek mi przeszło. żałuję tylko, że nie miałem możliwości by zatrzymać się za każdym razem gdy chciałem zrobić zdjęcie. Pomimo ogromnego wysiłku wyjazd wspominam znakomicie. To uczucie gdy zdajesz sobie sprawę, że pobiłeś swój własny życiowy rekord jest  nie do podrobienia. Polecam serdecznie każdemu!

PS Pewnie nie wiesz, lecz nie jest to mój rekord kilometrów. Udało mi się już przejechać 300 kilometrów w jeden dzień tym razem samotnie.

 

Lubisz tu zaglądać?
Wpisz swój e-mail, a uzyskasz dostęp do ekskluzywnych materiałów dodatkowych oraz zniżek do sklepów rowerowych.
PS Twój adres pozostanie prywatny.

Maciek Sobol

Człowiek napędzany niesłabnącą pasją do rowerów, pisania, fotografii oraz podróżowania. Uwielbia gadać i pomagać innym, co zresztą z powodzeniem uskutecznia na tym blogu.

  • Maciej Kurek

    Szacuneczek :-) Mój rekord to 127 km w jeden dzień (z sakwami, namiotem itp.). Jak będziesz jechał te 300 km, to możesz też napisać ile jedzenia wziąłeś, co i jak często jadłeś w trasie itp. Kiedyś się wypuściłem na wycieczkę 70 km po pagórkach i w pewnym momencie myślałem, że padnę. Miałem za mało jedzenia. Kilka wskazówek na ten temat może się przydać osobom, które zamierzają zrobić tak duży dystans za jednym zamachem.

    • Dziękuję za propozycję wpisu :)

      Spróbuję wcześniej podpytać bardziej doświadczonych kolegów oraz opisać własne spostrzeżenia.

  • Kucyk

    tarnów – wetlina 207 km w jeden dzień ;) pozdrawiam ;)

  • Warszawa – Tczew, 328 km w < 24 h :)

    • Zaglądnąłem na wszego bloga (oj jak mnie dawno na nim nie było!) i zostawiłem wam komentarz :)

  • Wiem coś o tym :) Ten rok był dla mnie bardzo urodzajny w takie długie wycieczki, a rekordowa miała 306,5 km w ciągu niecałych 14 i pół godziny.