Beskid Sądecki 2013 + Bagaż

W tak piękny dzień jak ten (tj. 06.09.2013) postanowiłem spakować plecak i wyjechać w Beskid Sądecki. W sobotę przed 10:00 byłem już na stacji w Rytrze. Najpierw podjechałem na ruiny zamku, zjadłem domową szarlotkę i ruszyłem na Cyrlę. Mozolny wyjazd i wypychanie. Tak mogę w trzech słowach opisać jak znalazłem się pod schroniskiem. Tam nastąpił krótki odpoczynek, a po nim długa droga na Halę Łabowską. Droga, która tam prowadzi jest szlakiem konnym i choć mogłoby się wydawać, że na rowerze droga powinna minąć szybko i przyjemnie, to jednak wcale tak nie było. Nie posiadam stalowych łydek, a w dodatku moja największa tarcza z tyłu ma tylko 28 zębów więc bardziej strome podjazdy najzwyczajniej podchodziłem  W schronisku na Łabowskiej zrobiłem dłuższy postój na obiad. Po jedzeniu jeszcze chwilka odpoczynku i ruszam dalej. Na całe szczęście od schroniska w kierunku Wierchomli prowadził już szlak rowerowy. Jechało się super (no pomijając podjazdy). Podczas całego zjazdu mijałem biegaczy, różnych narodowości, wieku i grubości łydek.

beskid3Później od mieszkańców Muszyny dowiedziałem się, że niektórzy z nich wystartowali o 4:00 i mieli tego dnia do przebiegnięcia dystans aż 100 km który przebiegał głównie po szlakach górskich. Wróćmy jednak do trasy, tak więc ze schroniska na Hali Łabowskiej udałem się na Runek i  Schronisko na Wierchomli Małej. Droga, która tam prowadziła okazała momentami się dość technicznym zjazdem ( luźne kamienie wielkości pięści i tego typu uciechy). Z Wierchomli zjechałem do Muszyny-Złockie. Szeroka droga obsypana kamieniami, zupełnie nic interesującego. W Złockim, ciągle wypytując się autochtonów o drogę trafiłem w końcu do opustoszałej studenckiej bazy namiotowej, o której powiedziała mi pewna przemiła para spotkana pod schroniskiem na Hali Łabowskiej. Pozbierałem w lesie suchego drewna, poszukałem czegoś na rozpałkę i rozglądnąłem się po terenie bazy, lokalizując opodal paleniska poletko mięty pieprzowej.

beskid2

Rozpaliłem ogień, nadziałem kiełbasę na kij i wrzuciłem butelkę z wodą aby wypić coś ciepłego. Po chwili wcinałem kiełbasę, grzanki z ogniska, zupkę chińską o smaku pomidorowym pomieszaną z serkiem topionym (jedno z najbardziej skomplikowanych dań jakie umiem przyrządzić) i parzyłem sobie świeżą miętę na herbatę. Z pełnym żołądkiem zacząłem się zastanawiać, które miejsce będzie najlepsze na rozłożenie śpiworu. Wybrałem chatkę „Podnieconego” bazowego (przynajmniej tak mówiła tabliczka). Wrzuciłem do środka rower, rozłożyłem matę i śpiwór, a następnie padłem jak mucha. O poranku zebrałem gałęzie, oszronioną miętę i rozpaliłem ogień. Po sycącym śniadaniu, na które składała się owsianka pomieszana z kaszką manną, oraz grzanki z ogniska i parzona mięta, spakowałem się, ustaliłem trasę i ruszyłem przed siebie. Plan był prosty : Wyjeżdżam na Wierchomlę Małą inną drogą niż wczoraj zjechałem, tam skręcam na Runek, a następnie udaję się na Jaworzynę Krynicką, gdzie zjeżdżam do Czarnego Potoku i kieruję się na stację PKP. No i jak zwykle pomyliłem drogę. Zamiast dojechać do Bacówki na Wierchomli, dojechałem bezpośrednio na Jaworzynę Krynicką. Zjazd z Jaworzyny do Czarnego Potoku dał mi dużo frajdy, choć nadgarstki dostały niezłe baty pomimo amortyzacji. Na stacji zjadłem wszystko co miałem do jedzenia i wdałem się rozmową z taksówkarzem, który jak się okazało przez długi czas był pszczelarzem. Rozmowa płynęła w najlepsze, lecz niestety zjawił się klient i musiał jechać. Wsiadłem więc na rower i podjechałem do parku by tam na ławce przeczekać resztę czasu do pociągu rozwiązując sudoku… Wypad oceniam jako bardzo udany, choć uświadomiłem sobie, że mam zbyt słabą kondycję by podjeżdżać takie góry.

beskid1

Teraz coś o bagażu. Nocleg zaplanowałem na dziko w górach, dlatego też musiałem wziąć ze sobą odpowiednio więcej bagażu (śpiwór, mata, schronienie). Ponieważ w górach liczy się zwrotność i wyważenie roweru, odpadają sakwy i bagażnik. Bagaż spakowałem do plecaka o pojemności 30 L oraz torebki pod-siodłowej 0,5 L, w której umieściłem narzędzia i części zapasowe (tj. łatki, linki, spinki, ściągacz do łańcucha i scyzoryk). Pojemność plecaka wymagała ode mnie kilkukrotnego przemyślenia „co jest mi absolutnie niezbędne” na taki wyjazd. W grę wchodziła również możliwie jak najniższa waga bagażu, która miała mnie uchronić mnie od bólu szyi i barków. Na kierownicy zamocowałem pakunek złożony z maty samopompującej, rękawa ogrodowego, który zastąpi „podłogę + tarp” oraz mapnika. Pakunek zamocowany został do kierownicy za pomocą taśm kompresyjnych domowej roboty. Od razu mówię, że waga bagażu mogłaby być na prawdę ultralight gdybym miał śpiwór puchowy firmy C.. lub Y.. lub R…, gdybym kupił aluminiową karimatę o grubości 3mm, plecak firmy O… itd, lecz nie na tym to polegało. Z zestawu jaki posiadam, wybrałem minimalną ilość przedmiotów jakie będą mi NIEZBĘDNE. Do odkażania wody służyła mi metalowa butelka, jodyna i witamina C (zabicie okropnego smaku jodyny). Jak się później okazało, wziąłem za dużo narzędzi, a za mało jedzenia.

Pełna galeria zdjęć

 Odzież :
*Skarpety termoaktywne – 58g
*Nogawki rowerowe Craft 3D – 81g
*Softshell Columbia ( Sweet As Softshell) – 357 g
*Kurtka Shimano Performance Racing Light Rain Jacket 173 g
Razem :  669 g

Kuchnia :
*Kubek stalowy 0,75 L – 87g
*Przykrywka z folii aluminiowej – 10g
*DIY Spork  – 39g
Razem : 136 g

(Wersja z palnikiem i  kartuszem  ważyła : 677g)

*Jedzenie :
Wafelek Kitkat x2 – 80g – 420 kcal
Baton Lion XL x2 –  100g  –  485 kcal
Snickers mini x 4 – 80g – 408kcal
Zupka Vifon x2 – 140g – – 600 kcal
Kabanos liofilizowany x2 – 90g – 450kcal
kaszka manna x1  – 65g – 240kcal
Serek topiony – 15g – 45kcal
owsianka z orzechami i owocami suszonymi – 130g  – 550 kcal
Razem : 620 g

Ilość kalorii na 2 dni  wyniesie około 3200kcal czyli 1600kcal/dzień.

Nocleg:

*Śpiwór Fjord Nansen Troms L – 1346g ( nie biorę pokrowca)
Mata samopompująca Alpinus – 598g
Rękaw foliowy ogrodowy 70x250cm – 270g
Razem : 2214 g

Inne :
Torebka pod-siodłowa + narzędzia + lampki- 435 g
*Pompka Zefal mini jet – 66g
*Dętka panaracer – 132g
*Nóż Master Cutlery GENTLEMAN – 124g
Scyzoryk – 114g
*Plecak Vaude Bike Alpin 25+5  1120g
Bidon isostar 1L – 33g
Aluminiowa butelka 0,5L – 112g
*Pół szczoteczki  – 17g
*pasta – 9g
*Apteczka – 45g
*DIY Pakiet Surviver (nić, igła, opaska zaciskowa, taśma izolacyjna, agrafka etc) – 63g
*Chusteczki mokre antybakteryjne – 105 g
*Aparat fotograficzny – 130g
*Telefon – 89 g
*Dokumenty – 127g
*Karabińczyk x2 – 16g
*pusta butelka pet 1,5 L – 30g
*gaz pieprzowy + petardy + zapalniczka – 92 g
linka Kryptonite (10mm x 1m) + kłódka – 500g
Razem :  3359g

  • oznacza bagaż, który jechał na plecach
    Łączna waga bagażu wyniosła około 7000 g z czego na plecach wiozłem około 4920 g
Lubisz tu zaglądać?
Wpisz swój e-mail, a uzyskasz dostęp do ekskluzywnych materiałów dodatkowych oraz zniżek do sklepów rowerowych.
PS Twój adres pozostanie prywatny.

Maciek Sobol

Człowiek napędzany niesłabnącą pasją do rowerów, pisania, fotografii oraz podróżowania. Uwielbia gadać i pomagać innym, co zresztą z powodzeniem uskutecznia na tym blogu.

  • Pingback: Recenzja Plecaka Vaude Bike Alpin 25+5 | Na-rower.com()

  • Super spędzony weekend. Ja jednak wole chodzić pieszo po szlakach Beskidu Sądeckiego, jakoś tak spokojniej i chyba nie mam aż takiej kondycji i formy żeby zacząć jeżdzić po górach rowerem. Super że pokazujesz swój „bagaż”. Fajnie wygląda to szukanie gramów ” Pół szczoteczki” pozdrawiam i zapraszam w Beskid Sądecki: http://www.beskidsadecki.eu

  • bikesick

    chyba bym kipnal z wycienczenia przy takich drobnych zapasach spozywczych;)

    ze 6-8 snickersow i 2-3l coli to musik w letnie upaly…

  • Pingback: Papier - wikiyu.net()