Co pamiętasz z egzaminu na kartę rowerową?

Mój pierwszy kontakt z rowerem nastąpił ponad dwadzieścia lat temu. Był to trójkołowiec, na którym czteroletnia sąsiadka z bloku pozwalała mi się od czasu do czasu przejechać. Trochę później miałem już własnego BMX’a z doczepionymi pomocniczymi kołami. Po miesiącu czy dwóch, zastąpił je kij od miotły. Wtedy wszystko zaczęło się na poważnie. Pierwsze gleby, pierwsze siniaki, zdarte dłonie, poharatane łokcie, obdarte kolana. Kiedyś tak się wypierniczyłem, że kolejne dwa tygodnie chodziłem zabandażowany niczym mumia. Każdy posiadacz roweru, na kierownicy miał zamocowany karton z nazwiskiem ulubionego żużlowca:  Rickardsson’a, Hancock’a, Larssen’a czy Gollob’a. W sumie, to nikt nie znał pozostałych zawodników, ale nie było to ważne.

Szprychy przedniego koła upstrzone były przesadną ilością koralików. Na tylnych widełkach ramy zamocowana była magiczna kombinacja : karta do gry + klips do bielizny. Z prawej strony tylnego koła, pomiędzy szprychy wetknięty został karton. Całość miała maksymalnie upodabniać rower do motoru żużlowego i nawet z dzisiejszej perspektywy nadal uważam, że udało mi się zbliżyć do pierwowzoru. Na pierwszą komunię dostałem zegarek i rower górski. Wtedy to, zacząłem dokładnie penetrować całą swoją dzielnicę. Zwiedzałem ją metr po metrze, aż poznałem każdą ulicę, każdy skrót, każdą dziurę.

Czasami w weekendy wsiadaliśmy wspólnie na rowery i cała familia jeździła razem. Najwięcej jednak jeździłem sam lub z moim przyjacielem. Wpadałem do domu, jadłem obiad, łapałem rower i znikałem. Ściemniałem, że jadę do kolegi (kilometr od domu), a tak na prawdę szlajałem się wszędzie. Ciągle też przeginałem pałę i wracałem do domu po zachodzie słońca. W końcu dostałem opiernicz… i komplet lampek. Od teraz mogłem jeździć bezpiecznie nawet po zmroku. Kilometry leciały praktycznie same, uczyłem się samodzielnie zadbać o rower. Dowiedziałem się jak go wyczyścić, nasmarować, zmienić i załatać dętkę, podnieść siodełko, wymienić klocki w Cantilever’ach.

Wywracałem się coraz mniej,  jeśli już to raz, a porządnie, np. kiedyś wbiłem sobie klamkę hamulca w brzuch. Bliznę po tym zdarzeniu mam do dziś, oczywiście nikomu się do tego nie przyznałem, bo dostałbym szlaban. Dziura była niewielka, więc wyczyściłem ją i mocno zakleiłem plastrem. Jeździłem dalej, a wakacje uciekały wyjątkowo szybko. Piłka z kolegami, wyścigi żużlowe wokół wysepki, która znajdowała się przed blokiem. Lody, za dużo lodów, ospa,  pierwsza daleka wycieczka (30 albo nawet 40 km) owocująca potężnymi zakwasami. Nadszedł wrzesień – czas przygotowań do uzyskania karty rowerowej. Przerysowywanie znaków drogowych, przepisywanie przepisów, które będą nas dotyczyć w życiu codziennym, kartkówki, sprawdziany. Wreszcie nadszedł końcowy egzamin pisemny, a następnie egzamin praktyczny. Pół klasy zdało, jadąc na moim rowerze. Byłem taki dumny.

Lekcje techniki prowadziła nauczycielka, której nadaliśmy pseudonim „ruda”.  Nawet jej ksywa budziła wśród nas postrach. Do dziś pamiętam także zasady pisma technicznego. No właśnie, a co zapamiętałem z przygotowań do egzaminu na kartę rowerową? Szczerze? Praktycznie nic. Znaki drogowe poziome i pionowe, ustalanie kto ma pierwszeństwo przejazdu oraz przepis mówiący, że :

Do lat 10, jako rowerzysta, dziecko może uczestniczyć w ruchu drogowym tylko pod opieką osoby dorosłej. Wtedy też oboje mogą poruszać się wg. przepisów dla pieszych, a więc jechać po chodniku i lewą stroną drogi.

Źródło :  word.siedlce.pl

i w zasadzie nic więcej.  Nie przypominam sobie, aby ktoś nauczył mnie włączyć się do ruchu, ze ścieżki rowerowej, bo zwyczajnie ich wtedy nie było, a nawet jeśli były to ich łączna długość w całym mieście wynosiła kilka kilometrów. Jak się wtedy jeździło? Beztrosko. Jeździłem po ulicy, jeździłem po chodniku, jeździłem po lesie, jeździłem po dróżkach. Raz wpadłem nawet z rowerem do płytkiego stawu. Czego jeszcze wtedy nie było? Kwiatków polskiej myśli prawno-inżynieryjno-architektoniczno-urzędniczej, np. takich jak ten :

Co pamiętasz z egzaminu na kartę rowerową?

Sygnalizacja świetlna dla pieszych i rowerzystów, znak D-6b (przejście dla pieszych i przejazd dla rowerzystów), brak pionowych linii wydzielających  miejsce przejazdu rowerów,  tuż za przejściem znak C-13a (koniec drogi dla rowerów). Witamy w Tarnowie, pierwszym europejskim mieście wyposażonym w punkt teleportacyjny.

Dla chętnych zamieszczam quiz, który pomoże sprawdzić  wiedzę na temat poruszania się rowerem w mieście ( przygotowany przez ekipę organizatorów Święta Cyklicznego). Całość składa się z 39 pytań. Swoje wyniki oraz odpowiedzi na pytanie : „Co pamiętasz z egzaminu na kartę rowerową?” zostawcie w komentarzach. [Święto Cykliczne – Bike Test]. Zapraszam również do przeglądnięcia przygotowanych filmów, które pokazują jak dziś wygląda taki egzamin. Coś się zmieniło, od czasu gdy Ty zdawałeś na kartę rowerową?

Egzamin na kartę rowerową przeprowadzony na sali gimnastycznej

Egzamin na kartę rowerową przeprowadzony w specjalnym miasteczku

Egzamin na trawie? Tak. Bo kto im zabroni!

Dla porównania krótki film opowiadający jak wygląda taki egzamin w Holandii

Lubisz tu zaglądać?
Wpisz swój e-mail, a uzyskasz dostęp do ekskluzywnych materiałów dodatkowych oraz zniżek do sklepów rowerowych.
PS Twój adres pozostanie prywatny.

Maciek Sobol

Człowiek napędzany niesłabnącą pasją do rowerów, pisania, fotografii oraz podróżowania. Uwielbia gadać i pomagać innym, co zresztą z powodzeniem uskutecznia na tym blogu.

  • Wyszło mi 36/39, a te trzy błędy będą mi siedzieć w głowie przez jakiś czas :) Póki nie zapamiętam.

    Karta rowerowa jest spoko, dobrze żeby każdy dzieciak ją miał. Ale potem praktyka, praktyka, praktyka, a w ruchu miejskim koniecznie z kimś dorosłym.

  • Wo hoo obecnie to mi wyszlo 35 więc trochę mniej :(

  • Pingback: smslån med betalningsanmärkning()

  • Mariusz Marczak

    Kartę rowerowę miałem. Egzaminu nie pamiętam. Wynik testu 32/39. Prawa jazdy nie pośadam.

  • TUKAN TOM

    Mi wyszło 34 + 2 na 39 – myślę, że całkiem nieźle :) W paru sytuacjach przepis dały mi pierwszeństwo ale z doświadczenia wiem, że nie warto w praktyce z niego korzystać :) więc dwa pytania na + za rozsadek – kodeks mnie wyeliminował :D