Jaki rodzaj roweru wybrać?

Czy kupując swój pierwszy prawdziwy rower zastanawiałeś się jakiego typu powinien być? A może z góry założyłeś, że jest Ci potrzebny góral i od razu wybierałeś spośród modeli swojego ulubionego producenta? To właśnie ten rodzaj roweru bezapelacyjnie króluje na Polskim rynku. Chciałeś, żeby miał markowy amortyzator, osprzęt jak najwyższej klasy i hamulce tarczowe. W tej pogoni za sprzętem zdarza nam się podejmować zupełnie bezrefleksyjne decyzje. Zobacz jaki rodzaj roweru wybrać aby być szczęśliwym rowerzystą oraz sprawdź czy postąpiłeś właściwie!

Co inni myślą o Tobie gdy kupisz rower:

MTB czyli Mam Totalnie zajebistego Bajka. On nie jest rowerzystą, on jest bajkerem! Ten człowiek nie zjeżdża tylko trawersuje. Ciągle rzuca enigmatycznymi pojęciami jak SAG, heble, monoque, czy low normal. Wszystkie ubrania jakie nosi są wykonane z Cordury, a w żyłach przelewa się niebieski Powerade. Gdy wraca z tripa to robi sobie herbatę do camelback’a. Zasiada z nią do czytania emtb.pl, bike boarda oraz magazynu rowerowego. W portfelu nosi zdjęcie swojego roweru. W rozmiarze A4 jakby ktoś pytał. Gdy jego kobieta próbuje podczas obiadu rozpocząć jakąś sensowną rozmowę to on rozkminia, że po obiedzie pogra sobie w Mountain Bike Adrenaline. Na każdej karcie kredytowej ma długi, bo akuratnie wczoraj wyszła nowa wersja manetki, przerzutki, tytanowej śrubki, a on musi być na czasie. Zadaje się tylko z takimi jak on typami.

Szosówka jest niczym Pamela Anderson w pierwszych odcinkach Słonecznego Patrolu. Każdy wiedział jak wygląda, ale żaden z was nie mógł jej dotknąć. Była marzeniem każdego pryszczatego nastolatka bez nadziei na możliwość „pomacania”. Gdy sąsiad, kumpla kolegi znajomego Twojego sąsiada z bloku obok dostał ze stanów od ojca pierwszą szosę, każdy podnosił ją jednym palcem i mówił, że waży dwa kilogramy. I chuj, że ważyła dwanaście, ale to i tak było o połowę mniej niż Wigry 3 Twojej siostry. Dzisiaj szosa dalej budzi emocje, choć już trochę mniejsze. Kojarzona jest głównie z bogatymi snobami o kwadratowej łydzie, którzy golą sobie krocze i noszą obcisłe ciuszki, które boją się pobrudzić.

Przeczytaj także: Jaki nowy rower kupić? – Edycja 2015

 Rower trekkingowy wielu „riderom” kojarzy się z lamusami siedzącymi z wąsem gwałciciela na wielkiej potrójnie sprężynowanej kanapie. Lamus, na ręku nosi zegarek Casio z kalkulatorem, a na grzbiecie wypłowiałą koszulę w kratę. Jest wolny jak Twoja pierwsza Neostrada, nudny jak gra w szachy i przewidywalny jak mecz Polskiej reprezentacji. Jego czacha jest przyozdobiona przetłuszczonymi włosami, które sięgają do ramion i jednocześnie nie bardzo mają punkt zaczepienia w środkowej części czaszki. W dodatku ma tak wielki brzuch, że w środku pomieści teściową. Jeździ na tej swojej krowie z sakwami po mieście, a w weekend zapina siodełko na bagażnik i wiezie dziecko w takiej samej koszuli, z takim samym zegarkiem i wąsem. Na wakacje zabiera wypłowiały namiot kupiony w demobilu, karimatę z supermarketu i dziurawą menażkę wojska polskiego.

Dzisiaj na rowerku miejskim widzimy głównie dziewczyny w sukienkach do kolan w kwiatki. Czasem kolesi z wielką brodą. Również w sukienkach, tylko krótszych. Kiedyś był on środkiem transportu, którym jeździło się w każdą pogodę, a dzisiaj jeździ się do Starbucks’a lub na bulwary, żeby pyknąć sobie foteczkę z #selfie #polishboy #Wroclove #Batavus #starbucks #iphone #apple. Rowery są przyozdobione pięknymi gadżetami, a każdy z nich kosztował jakieś chore pieniądze. Na przykład nakrętki na wentyle w kształcie Pusheen’a, które i tak podpierdolą Ci za pierwszym razem gdy zostawisz rower na dłużej niż pięć minut.

Enduro to przede wszystkim bogaci czterdziestolatkowie, wystrojeni jak choinka w Boże Narodzenie. Cena tych carbonowych sprzętów, akcesoriów i ciuchów przekracza średnią wartość sześćdziesięcio-metrowego mieszkania w centrum Warszawy. Po odbyciu kilku kursów pod okiem profesjonalnych zawodników, nauce pompowania na muldach, korekcie pozycji na rowerze i optymalizacji wchodzenia w zakręty po raz pierwszy pojechał na Rychlebské stezky. Na pierwszym korzeniu zszedł z siodła i sprowadzał rower do końca trasy. W międzyczasie wrzucał foteczki z trasy na Insta z #enduro #singletrack #trail #biking #bikeheaven #borntofly.

Najbardziej cool są rowery crossowe. Jeżdżą nimi typy w japonkach i koszulkach polo ze znaczkiem Lacoste. Do tego wielkie okularach zajebane ze sklepu „Bądź jak Chuck pieprzony Norris” i wiaderko żelu na łepetynie. Głównym celem przejażdżki jest zjedzenie trzech gałek lodów i wypalenie kilku mentolowych slimów lecz przede wszystkim obczajenie dobrych dupeczek na rynku.

A teraz na poważnie

W latach 70 ubiegłego wieku, kilku zapaleńców a m.in. Garry Fischer katowało swoje rowery zjeżdżając z pobliskiego wzgórza. Na czas oczywiście. Te wybryki stały się inspiracją do powstania pierwszego roweru górskiego. Kilka lat później świat na ich punkcie oszalał i moda na ten rodzaj roweru trwa do dzisiaj. Problem polega na tym, że tak na prawdę górale gdybyśmy kupowali taki rower jakiego faktycznie nam potrzeba to sprzedaż rowerów MTB stanowiła by kilku procentowy udział rynku. Większość z nas śmigała by zapewne na mieszczuchach, cruiserach itd. Zupełnie jak miało to miejsce jakieś 40 lat temu. Nie mówię, że posiadanie MTB jest czymś złym. Chcę Ci tylko dać do zrozumienia, żebyś się zastanowił bo być może dałeś się ponieść modzie, zupełnie jak dziewczyny kupujące leginsy zadrukowane planetami jakiejś wziętej z dupy galaktyki.

Jaki rodzaj roweru wybrać?

Amortyzator, małe koła, gube opony i agresywny bieżnik sprawiają, że świetnie jeździ się w terenie. Natomiast na asfalcie sprawiają, że średnia prędkość z trudem przekracza 20 km /h. Energia, którą wkładamy w pedałowanie wytracana jest na uginanie się amortyzatora (nie każdy posiada blokadę) oraz pokonywanie oporów toczenia szerokiej opony. Agresywna sylwetka sprawia, że długie jazdy przyprawiają o ból szyi i nadgarstków. W necie spotkamy dużo osób, które zakładały slicki do swojego MTB by zyskać trochę szybkości. Sam praktykowałem taką metodę do czasu zakupu pierwszej szosy. Prawda jest taka, że po zmianie z 1,95 na slicki 1,35 średnia wzrosła z 20 do 25 km/h. Po samej zmianie opon!

Szosówka wcale nie jest zarezerwowana dla kolarzy albo „fanatyków rowerowych”. Jeżeli ktoś Ci powie, że szosówką nie da się jeździć do pracy, to walnij go w twarz i każ mu się zamknąć. Do jazdy po asfalcie nadaje się lepiej niż jakikolwiek inny rower. Z jazdą po brukowanych chodnikach jest nieco gorzej, ale jest to rower zdecydowanie bardziej wytrzymały niż może Ci się wydawać. Oczywiście próba jazdy po szutrze i korzeniach grozi ciężkim urazem. Nie ma co się sugerować filmikami typu Road Bike Party 2. Baranek zapewnia nam aż trzy punkty chwytu. Manetki, które zapewniają dobrą kontrolę nad rowerem, na chwycie górnym mamy najlepszą widoczność i wygodę, a dolny chwyt gwarantuje wyborną kontrolę nad rowerem i aerodynamikę. Uwielbiam ten rodzaj roweru i wierzę, że Ty też byłbyś zadowolony, jednak na pewno szosa byłaby dość mizernym podstawowym rowerem. Tutaj także można zaobserwować pewien ciekawy trend. Dużo osób kupuje starą szosę i montuje do niej prostą kierownicę, czyli de facto robi sobie namiastkę cross’a.

Obczaj jeszcze poradnik: Jak kupić dobry używany rower?

Rower trekkingowy zapewnia wygodną pozycję, dobrą widoczność i wyższą średnią prędkość niż MTB. Oczywiście nie jest ona tak wysoka jak w przypadku szosy. Na trekkinga możemy wrzucić sakwy, a więc pojechać większe zakupy czy wycieczkę, a nawet urlop. Tym rowerem bez problemu przejedziesz po szutrach czy polnych drogach. Jednak najbardziej praktyczny w mojej opinii jest dość młody rodzaj rowerów zwanych crossowymi / fit. Posiadają one nieco bardziej agresywną pozycję od trekkingów, przy tym mają rozmiar kół 28 cali. Można do nich bez problemu zamontować bagażnik, a zmiana opon sprawia, że mamy szosę z prostą kierownicą lub MTB. Jeżeli miałbym posiadać jeden rower do zdecydowanie strzelałbym w cross’a. Przejechanie ponad 260 kilometrów w jeden dzień na takim rowerze również nie jest problemem.

Czy według Ciebie istnieje rower uniwersalny? Strasznie jestem ciekaw Twojej opinii na ten temat, więc śmiało zostaw ją w komentarzu pod wpisem!

P.S. Pamiętaj! Nie klasyfikuj innych na podstawie tego jakim rowerem jeżdżą i sam nie daj się przyporządkować do żadnej grupy. Zawsze rób to na co masz ochotę. Zawsze bierz od życia więcej, jeździj dalej i nie przejmuj się tym co myślą inni. Życie jest zbyt krótkie by tracić czas na czytanie o wyższości Sram nad Shimano i Campagnolo nad Sram. To dobre dla forumowych specjalistów, którzy naczytają się głupot, a później kupują łańcuch XTR do kasety Alivio i smarują go równo co 150 kilometrów…

P.S.2. Za napisanie tego wpisu spotkała mnie natychmiastowa karma. Jadąc wczoraj rano moim składakiem stanąłem na pedały, żeby się trochę rozpędzić. Po chwili leżałem na ziemi trzymając się za kolano. Lekko zniszczyłem spodnie, obie nogi mam obtarte, a kolano potłuczone (gdy go dotknę to boli jak cholera, ale da się jeździć).

Jaki rodzaj roweru wybrać?

Lubisz tu zaglądać?
Wpisz swój e-mail, a uzyskasz dostęp do ekskluzywnych materiałów dodatkowych oraz zniżek do sklepów rowerowych.
PS Twój adres pozostanie prywatny.

Maciek Sobol

Człowiek napędzany niesłabnącą pasją do rowerów, pisania, fotografii oraz podróżowania. Uwielbia gadać i pomagać innym, co zresztą z powodzeniem uskutecznia na tym blogu.

  • Mam takie wrażenie, że ostatnio crossy stały się rozwiązaniem na wszystko. Także grunt to znać swoje potrzeby. I nie dać sobie wmówić, że skoro wyraźnie potrzebuję trekkinga, to „eee, kup crossa i dorzuć błotniki” :)

    P.S. Ależ tu ładnie :)

  • Myślę, że nie ma czegoś takiego jak rower uniwersalny, bo każdy z nas ma
    swoje specyficzne wymagania, podsycane jeszcze przez rozrastającą się
    ofertę firm rowerowych. Szukając rowera przez dwa miesiące czytałem,
    szukałem, porównywałem… i dalej nie wiedziałem, czego chcę. Potem na
    kilka godzin pożyczyłem rower od znajomego, wsiadłem na niego i … to
    było to! Jechało się świetnie i wszystko było takie, jak miało być.
    Kupiłem go kilka dni później i służy mi do dziś. Wszyscy jesteśmy
    rowerzystami, obojętnie jaką szerokość opony i geometrię ramy ma nasz
    rower, ważne, że kochamy przemieszczanie się na dwóch kółkach i wiatr we
    włosach :-)

  • Zapomniałeś jeszcze o wszelkiego rodzaju „ekstremistach” :D To są dopiero popierdoleni ludzie (wiem po sobie). Jeżdżą na jakichś kosmicznych rowerach na których niemalże nie da się jeździć po asfalcie, skaczą, robią tricki nawet gdy nikt nie widzi, specjalnie utrudniają sobie jazdę, siedzą gdzieś w środku lasu z łopatą i kopią na nielegalu swoje hopki tylko po to żeby mieć na czym ryzykować zdrowie, jeżdżą w kaskach i goglach „motocyklowych”, w stroju „motocyklowym” w wymyślne wzorki i oczojebne kolory, a przecież w dupeczki po lasach nie siedzą :D

    I tak, mam rower odpowiedni dla siebie (na którym jedna osoba odniosła obrażenia, a przecież te hamulce są jeszcze słabe :D) bo czerpię przyjemność z jazdy, a po to go przecież mam.

  • HD

    Mam MTB bo to najlepszy rower dla mnie (wazę ok. 110kg.) i lubię czasem wpaść na nim do lasu a wątpię, żeby inny typ roweru był dla mnie dobry. Na szosie pewnie jadąc gładką autostradą po wjechaniu na 5cio groszówkę bym powyginał obręcze:)

    • #roweroterapia

      cyclocross, po polsku przełajówka (czyli taka szosówka mtb), jesli lubisz szybko a nie chcesz sie meczyc zbytnio na szerokim laciu, jest to opcja ktora powinenes rozwazyc, no i moze te 110kg zamienisz w 90kg jesli istnieje taka potrzeba :) peace.

      • HD

        No mógłbym ale po co skoro mam już odpowiedni rower dla siebie:) -no w sumie planuje zamienić na 29er’a na ten sezon ale właśnie bez szaleńczych opon myślę o semi slickach ale zastanawiam się jak one sobie radzą w terenie bo w dodatku będą musiały hamować rozpędzone 120 kilo.Czy ktoś ma doświadczenia na takich oponach w terenie?

        • #roweroterapia

          Moim skromnym zdaniem semi slicki w teren moga byc kiepskim rozwiazaniem, tzn niby kostka z boku powinna trzymac, ale kilka razy jechalem z przyjacielem na semi i w sekcjach gdzie pojawial sie piasek chlopak lecial z siodla, przezylem to samo kiedy dal mi sie karnac takze … tak sobie wspominam jazde. Jako dojazdowka po asfalcie ok. Co do 29era wlasnie sprzedalem, byc moze nie dlatego ze byl zly, po prostu potrzebowalem $ a tu gdzie mieszkam (plasko, lasy, pola, szutry) swietnie sprawdza sie CX. Do najnerow jeszcze nie ma tak dobrego doboru opon jak w 26″. W 26 swietnie sprawdzaly mi sie dirtowe/streetowe opony jako opony o niskich oporach toczenia, z mozlwoscia plumpania ich do wysokich cisnien. :) Udanej zabawy z najnerem! Fajna mimo wszystko maszyna, ciezko sie rozpedza ale jak juz pocisniesz to jedziesz.

      • vookash

        Tez jezdze na CX caly rok i wiekszosc czasu jezdzi jako rower miejski, czasem jako szosa, a w teren w sumie rzadko, ale tez sie zdarza. I jestem z niego super zadowolony.

  • putek

    Początek wpisu Ci się udał. Worek ziarna prawdy by się uzbierał:) Sam przygodę z rowerem zacząłem od MTB. I do kiedy byłem na studiach, rower był wykorzystywany do tego, do czego został stworzony. Ale później brak czasu i gorszy teren do MTB w miejscu zamieszkania „zmusiły” mnie do założenia slicków. Ale to ciągle było nie to (w sumie odbierałem to jako profanację tego roweru i profanację jazdy po szosie). Chodziła mi po głowie szosa, ale były dwa problemy. 1) Żona nie zrozumie po co mi drugi rower za kupę kasy. Przecież to i to jest tylko rower. 2) Miałem rocznego syna, z którym bardzo chciałem wspólnie jeździć. Jako, że mój rower MTB miał tylne widełki z karbonu, to bałem się montować tam fotelik, bo sam sporo ważę. Połączyłem punkt 1 i 2 i zacząłem szukać roweru. Padło, że miał to by być jakiś cross. I przez przypadek znalazłem rower, któregoś z włoskich producentów. Niby szosa, ale kierownica prosta. Poszperałem na forum i voila! Rower typu fitness to jest to czego szukałem. Wygodniejszy od szosy na długie wyjazdy, fotelik mogę spokojnie montować, sakwy też, w miarę uniwersalny jak na moje potrzeby. I tak stałem się szczęśliwym posiadaczem fitnessbike’a. Gdyby to miałby być mój jedyny rower, nie wiem czy nie skłoniłbym się jednak w kierunku cross’a. Na szczęście nie miałem tego dylematu. Za jakiś czas jeszcze zostało mi ostatni rower zakupić… ;)

  • Arkadiusz Paul Novak

    Jak dla mnie to tzw.: rower miejski , lubię jezdzić w pozycji wyprostowanej tak jak większość ludzi Holandii czy Danii , bywa że spedzam cały dzien na rowerze , duże koła , KONIECZNIE błotniki i bagażnik , często różne części wycieczki sa po rozmaitych nawierzchniach , asfaltowa drogi gminne i powiatowe …ale zimne czy piaskowe drogi leśne … na „kabanosikach” daleko nie pojedzie po piaskowej drodze w lecie …a do domu kilkadziesiąd kilometrów …

  • Zeibatsu

    Definicja roweru to koła połączone z jadącym za pomocą łańcucha – i w zasadzie każde szprychowe jeździdło spełnia to założenie, a wymyślone klasy mają jedynie służyć nieobznajomionym z tematem znalezienie kompromisu między chęcią posiadania szosy sprawnie poruszającej się w terenie szutrowo-leśnym a jednocześnie będąc kompaktem na niewielkich kółkach rozwiązywać problem mieszczenia się w windzie i szafie M2.
    Moim marzeniem zawsze było połączenie amortyzowanego składaka z szosą – niestety trafić w Polsce na przyzwoite rozwiązanie Mini Velo to cud – w pewnym momencie miałem okazje przemieszczać się parę dni na SpeedOnie SOR na 20 calowych kółkach – to było to – problem, że toto kosmicznie kosztowne to w Polsce dostępne jak Yeti na sportowym tapczanie. Ostatecznie po wielu próbach najlepszym do miasta i okolicach okazał się … zwykły mieszczuch batavusowopodobny – i przez kilka lat tak myślałem.
    A i tak marzeniem jest http://www.speedonebike.com/_en/product_detail.php?id=54 – uwierzyć trzeba – jeździ sie na tym po mieście naprawdę miodnie.
    Obecnie pomykam na skrzyżowaniu w pełni zawieszonego BMX-a z deską surfingową i ze względu na wiek i masę ciała pozycję horyzontalną uważam za optymalną.

  • Perq

    A ja z hipstera nie mam w sobie nic, więc kupiłem MTB, bo lubię łamać sobie kręgosłup w lesie. :D

    Chociaż faktem jest, że czasami czuć jak kapeć prawie że podnosi asfalt, gdy jedzie się po ładnej drodze. Po prawdzie jednak, nie zależy mi na przejechanym dystansie, a na tym żeby się porządnie zmęczyć i wyszaleć… i mój Wielki Kapeć mi na to pozwala. :D

    Moim pierwszym rowerem był MTB. Raz próbowałem przejechać się na szosówce, potem kilku innych rowerach. Przy zakupie kolejnego, zastanawiałem się nad trekkingiem, albo cross’em… ale po dłuższej chwili stwierdziłem że to pierdziele, bo tak naprawdę lubię mieć wielki, ciężki traktor z wielkim kapciem do mielenia piachu w lesie… i tak już zostało. :D

    Świetny artykuł tho!

  • Kacper Głuszczenko

    Mam MTB przystosowanego do mniej „górskich” wypadów ( bagażnik, cieńsze opony etc.) i wychodzę z założenia, że jak się chce to i na takim rowerku da radę na jakieś większe wyprawy się wybrać. Sam dojechałem na nim np. do Rzymu ALE zgadzam się z autorem że rowerek crossowy jest o wiele bardziej uniwersalny i wygodny na takie eskapady. Gdybym na daną chwilę miał zamiar nabyć nowe dwa kółka to właśnie w tę stronę bym spoglądał w sklepie. Pozdrower :)

  • Maciej Matusiak

    Sam nie tak dawno miałem dylemat co kupić, bo to mój pierwszy rower od czasu komunii św. ;) Wybrałem trekkingowy, bo miał służyć do codziennych dojazdów do pracy, wożenia dziecka z Jego bagażem (pieluchy, jedzenie, zabawka, itd.). Modę na miejskie lub MTB miałem w nosie. Dobrze zrobiłem, ale za jakiś czas kupię drugi (MTB, kto zjeżdżał do parku oruńskiego w Gdańsku od strony pizzerii „Leone”:, ten wie ;) ), a może i trzeci (szosa ?). Cross według mnie nie jest dostatecznie uniwersalny w moim przypadku. W przypadku większości osób będzie – zastąpi trekkinga i MTB.

  • Karol Kwiatkowski

    U mnie zdecydowanie wygrał http://www.bikecs.com/Produkty/ROWERY-Rower-Devron-Urbio-K2_8-Dream-Night/3022/182393#.VbuvTm7tmko czyli cross/ trekking. Jeżeli ktoś potrzebuje roweru do przemieszczania się ale rozważa opcje wypadu ze znajomymi w las czy góry to jak dla nie rower idealny. Nie zdażyło mi się żeby koła 28″ mi kiedyś przeszkadzały w terenie

    • A ja coraz bardziej zastanawiam się nad przełajówką:D

      • Tomek Mroczko

        Idealny wybór.

        • No właśnie, tylko teraz trzeba będzie sprzedać szosę :(

          • Tomek Mroczko

            Słabo. Dylemat ekonomiczny?

          • Mam 3 rowery i ograniczoną ilość miejsca oraz funduszy i czasu by jeździć na tylu rowerach na raz.

          • Tomek Mroczko

            Też mam trzy. Złomka „ATB” na śnieg w mieście, starą szosę do miasta i tego gravela do wszystkiego innego. Sprawdza się na płaskim w każdych warunkach, ale uczulam – nie jest tak szybki jak szosa, za to wszędzie wjedzie. Masz spory dylemat, bo Twój Cannondale jest bardzo zacny. Chętnie Ci użyczę grava do testów jak będziesz z wizytą we Wrocławiu ;)

          • Dzięki :)

  • Tomek Mroczko

    Czy istnieje rower uniwersalny? Nie. Ale istnieje taki, który łączy cechy wszystkich wymienionych. To gravel.

    Na pierwszy rzut oka to szosa, ale z kilometrową rura sterową. Wyższa pozycja, baranek, kompaktowa korba i prześwity, które pomieszcza 700×42. Po górach nie polatasz, ale w terenie jak najbardziej. Asfalt? Zmień na slicki 25-28 i wio. Sakwy? Pewnie, że tak.

    Ten typ roweru jest bardzo popularny w Stanach. Jest masa wydarzeń związanych z gravelami.

    Jeden minus. Nie jest tak szybki jak szosa, wygodny jak treking, wszechwjezdny jak MTB. Poza tym nie narzekam.

  • Remigiusz Marondel

    Obecnie mam pięć rowerów,ostatni złożyłem tylko na sprzedaż.Mam dwa mieszczuchy jeden na którym mogę jechać w każdym ubraniu,po to został złożony,a drugi do szybkiej jazdy po mieście,najczęściej w SPD,prosty w obsłudze jeden i drugi.

    • Ok czyli miejska koza i jakiś singielek / ostre jak mniemam. A pozostałe dwa?

      • Remigiusz Marondel

        Dwa mieszczuchy mam na planetarkach,pozostałe dwa to jeden wyprawowy mtb,a drugi to też mtb ale z damperem na wypady w góry.