Jesień kolorowa, ludzie piękni i natura życzliwa czyli województwo Podlaskie

Dzisiaj opowiem Ci o wspaniałej przygodzie mierzonej rozmowami, zapachami i lokalnymi smakami, a nie kilometrami, pieniędzmi czy metrami nad poziomem morza. Zapraszam Cię do województwa Podlaskiego, które tej jesieni stało się moim domem.

– Cześć! – krzyknąłem w jego kierunku, przyjaźnie wyciągając dłoń.
– Skinął, delikatnie ściskając mą dłoń
– Długo trzyma Ci bateria w tym MacBooku? – Próbowałem zacząć rozmowę.

Na prawdę chciałem usłyszeć odpowiedź na to pytanie. Chyba jestem nudny… Zafrasowałem się obserwując twarz mojego małomównego rozmówcy, która wyrażała lekką konsternację. Palcem wskazującym wskazał na usta, po czym wzruszył ramionami, jakby nie mógł słowa wypowiedzieć. Popatrzyłem na niego badającym wzrokiem, nieśmiało rzucając “English?”. Kiwnął potwierdzająco. Kilka chwil później, z każdym łykiem ruskiej herbaty przywiezionej gdzieś z Uralu zagłębialiśmy się w rozmowie. W ten sposób spędziłem ostatnie godziny przed odjazdem. Tak właśnie poznałem francuskiego obieżyświata o imieniu Maxime.

Link do pełnej galerii zdjęć znajduje się na dole wpisu.

Trzydzieści sześć dni wcześniej…

Kielce, godzina 14:38

Zgodnie z rodzącą się tradycją pojawiłem się Targach rowerowych w Kielcach. Zbliżała się godzina 15:00, gdy postanowiłem odwiedzić stanowisko GreenVelo. Miałem jeden cel. Zgarnąć wszystkie możliwe mapy i przewodniki jakie posiadają. Lubię mapy w formie papierowej. Zwłaszcza odkąd mam nowy mapnik, który w przeciwieństwie do swojego poprzednika, nie przemaka. No i nie trzeba ich ładować, resetować, eksportować, importować, wgrywać, aktualizować, włączać, wyłączać, scrollować. Wystarczy pamiętać o spakowaniu ich do sakwy. Aby zaplanować trasę rozkładam mapę i przyglądam się jej bacznie. Błądząc palcem po kolorowych liniach snuję plany. Wyobrażam sobie kolorowe liście, które uciekają spod kół. Słyszę pęd powietrza przerywany świergotem ptaków, czuję zapach mokrej ziemi. To tylko wyobrażenia, bo rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

kilkanaście dni później

Wujek Sknerus i ostatni dom na ostatniej ulicy ostatniego miasta

Jesień kolorowa, ludzie piękni i natura życzliwa czyli województwo Podlaskie greenvelo green velo

To był któryś z kolei dzień października, a dla mnie pierwszy. TLK Pojezierze z trudem wysadził mnie na stacji w Ełku. W sumie to sam się wysadziłem. Także z trudem. Prawdę mówiąc nie chciało mi się wysiadać z pociągu. Może nie było w nim zbyt ciepło, ale przynajmniej nie padało. Tak się złożyło, że trasa którą miałem przejechać nie była przystosowana dla pociągów. Podobnie jak pociąg nie był przystosowany dla rowerów. Zostałem więc własnoręcznie wysadzony we mgle. Samodzielny turysta z wolna nasiąkający od przelotnych opadów deszczu. Jedyne skojarzenie jakie miałem z Ełkiem, to dni spędzone na słuchaniu pierwszego albumu Sandaless. Nie kupiłem go w Ełku, tylko kilkaset kilometrów stąd. Od chłopaka, który znał się z wokalistą. Czym był dla mnie Ełk? Pierwszym polem planszy na którym kładziesz pionki. Miejscem gdzie rzucasz kostką by zrobić pierwszy ruch. Wylosowałem siódemkę. Ta ostatecznie okazała się szczęśliwa.

Pamiętam tamten czas, jak wiara rosła w nas
Wystarczyło, by razem być
Po prostu żyłeś, nie myślałeś jak żyć
Pytań trudnych nie zadawał nikt. – Sandaless [Moja droga]

Jesień kolorowa, ludzie piękni i natura życzliwa czyli województwo Podlaskie greenvelo green velo

Kilometry znikały z kolejnymi minutami zaległych podcastów. Podobnie za horyzontem zaczęło znikać słońce, które tego dnia było wyjątkowo nieśmiałe. Około godziny po zachodzie, dotarłem do Augustowa. W sakwach miałem makaron, chleb i ser, a w kieszeni złotych dwadzieścia. Znalazłem bankomat, kartę włożyłem, kwotę wystukałem i dłoń po pieniądze wyciągnąłem. Zupełnie niepotrzebnie. Przynajmniej taką wersję utrzymywał bankomat. Kilkukrotnie próbowałem go przekonać. Bezowocnie. Zimny drań uparcie pozostał przy swoim. Byłem zrozpaczony, a przynajmniej tak mi się wydawało. Nie mając wielkiego wyjścia, ruszyłem prosić po domach o kąt do spania. Pytałem o miejsce w altanie, na werandzie, pod schodami. Byłbym ogromnie wdzięczny za cokolwiek byle posiadało dach. Chodziłem od dwóch godzin. Odmowę usłyszałem tyle razy, że chciało mi się płakać. Teraz byłem na prawdę zrozpaczony. Postanowiłem przejść ostatnią ulicę, a na koniec zajechać na komisariat. W ostateczności wyjadę po ciemku i rozbiję się na deszczu gdzieś w okolicy – pomyślałem.

Zerknąłem przez okno i zapukałem do drzwi. Otworzyła mi filigranowa blondynka, o krótkich włosach i badającym spojrzeniu. To dzięki jej ciepłemu sercu znalazłem suchy kąt do spania i smaczną kolację. W ten nietypowy sposób znalazłem się w ośrodku szkolno-wychowawczym dla dziewcząt, który mieści się w budynku dawnego hostelu. Od razu zostałem zgarnięty do wspólnej modlitwy i kolacji. Podczas posiłku rozmawiałem z dziewczętami, a wieczór spędziłem na wypytywaniu wychowawców pracujących w tym ośrodku. Kilkanaście godzin temu nie wiedziałem, że tego typu miejsca w ogóle istnieją. Teraz już wiem i bardzo doceniam ten fakt. Z myślami błądzącymi we wczorajszych opowieściach, ruszam przed siebie.

Jesień kolorowa, ludzie piękni i natura życzliwa czyli województwo Podlaskie greenvelo green velo

Podlaska gościnność i nauka tańca

Poprzedni dzień spędziłem pedałując wśród bezwzględnych ciężarówek, szumu opon samochodowych, atmosferze pośpiechu i rauszu. W podmuchach wiatru, deszczowej bryzie pryskającej w twarz wprost spod kół ciężarówek. Koniec z tym! Teraz jadę złocistym, mokrym i pustym szlakiem rowerowym Green Velo, na który skręciłem tuż za Augustowem. Nie opuszczam go już do Białegostoku. Obserwuję mrugający wentyl przedniego koła i wjeżdżam w pustą asfaltówkę. Jej pobocze jest usłane opadniętymi liśćmi o różnych kształtach, kolorach i stopniach rozkładu. Wraz z kolejnymi kilometrami asfalt zamienia się w ubitą gruntową drogę.

Od czasu do czasu widuję leniwie migające tablice z napisem “Regulamin Biebrzańskiego Parku Narodowego”. Zaczynam słyszeć coraz bardziej donośny śpiew ptaków. Obserwuję żurawia leniwie płynącego wysoko nad moją głową. Nawierzchnia robi się coraz bardziej wyboista. Zatrzymuję się by odpocząć. Wyciągam aparat i próbuję ustrzelić bandę kaczek, które agresywnie kwękają w bliżej nieokreślonym kierunku. Rozpakowuję ostatnią krówkę o smaku karmelowym, co w grubych rękawiczkach jest trudniejsze niż jazda po garbatych uskokach. Zjadam ją z kawałkiem papierka i ruszam przed siebie.

Zostało mi dobre piętnaście kilometrów do najbliższej miejscowości. Droga biegnąca przez środek Biebrzańskiego Parku Narodowego dostarcza mi mnóstwa bajkowych widoków. Tego dnia co rusz zatrzymuję się by wygrzebać zamoknięty aparat. Około szesnastej docieram do miejscowości o nazwie Goniądz. Spodziewałem się centrum handlowego. Zupełnie niepotrzebnie. Zastałem jeden bankomat i dwa sklepy spożywcze, w tym jeden czynny i kilka kwater z pokojami do wynajęcia. Po 10 minutach dzwonienia trafiam do pani Zdzisławy.

Jesień kolorowa, ludzie piękni i natura życzliwa czyli województwo Podlaskie greenvelo green velo

Nie będę ukrywał, że w ostatnim czasie aura mnie nie rozpieszczała, jednak najgorszy dzień miał być dopiero jutro. Telewizyjna pogodynka zapowiadała pogodę nieprzyjemną niczym Urząd Skarbowy*. Właścicielka przejęta moim losem, zachęciła mnie abym przeczekał u niej złą pogodę. Poranna ściana deszczu z łatwością przekonała mnie do zagrzebania się pod pierzynę. Poranek minął na pochłanianiu kolejnych stron książki na zmianę z pierniczkami. Nieco później zostałem zaproszony na racuchy z jabłkami z pobliskiego sadu.

Jesień kolorowa, ludzie piękni i natura życzliwa czyli województwo Podlaskie greenvelo green velo

*Kochany Urzędzie Skarbowy, tak na prawdę nic do was nie mam, proszę nie róbcie mi krzywdy podczas nadchodzącego zeznania podatkowego, ani żadnego innego. Już będę grzeczny, obiecuję.

Pan słucha – powiedziała. Posłuchałem. Wieczór upłynął nam na przeglądaniu księgi gości, opowieści o różnych krajach, zagranicznych gościach, wnukach i opowieściach o życiu. Kładę się spać z głową pełną kolorowych obrazów. Poranek minął na pakowaniu sakw, próbowaniu korycińskiego sera, przeglądaniu map i zaklinaniu deszczu. Osobiście magiczne właściwości deszczobójcze przypisuję temu serowi. Był to najsmaczniejszy polski ser podpuszczkowy jaki w życiu jadłem. Miejscowa legenda głosi, że mieszkańcy Korycina nauczyli się produkcji serów od Szwajcarów, których oddziały wojskowe brały udział w potopie Szwedzkim i chyba jest coś na rzeczy.

Do samej kolacji, z nieba nie spadła ani jedna kropla deszczu. Bywam uparty, więc tego dnia postanawiam rozbić się w jakimś lesie przed Tykocinem. Wyposażony w hamak, karimatę, tarp, dwa śpiwory, ciepłą bluzę i pół sakwy wełnianych skarpet, czuję się dość pewnie. Zupełnie niepotrzebnie. Zjadam gorącą obiadokolację, wciskam się w śpiwory i kładę spać. Po kilkunastu minutach legowisko wypełnia się przyjemnym ciepełkiem. Po bliżej nieokreślonym czasie budzę się trzęsąc z zimna jakbym przedawkował. Z zewnątrz wyglądało to jakbym próbował tańczyć na leżąco. Ubrałem ciepłe spodnie i wełnianą bluzkę oraz drugą parę skarpet. Nie pomogło. Ubrałem drugą bluzkę, trzecią parę skarpet. Również nie pomogło. Owinąłem stopy bluzą. Także bez rezultatu. Tej nocy budziłem się wielokrotnie, albo wielokrotnie przysypiałem. Ciężko powiedzieć co trwało dłużej.

Podwójne Esperanto bez cukru poproszę…

Zmarnowany, jak głos oddany na Krowina, ruszyłem do Białegostoku. Jechałem długim odcinkiem Green Velo biegnącym przy drodze S8. Kilometry mijały bardzo przyjemnie, choć wyjątkowo mokro. Zmoknięty i pmarznięty na kość dojechałem do KFC by się zagrzać i znaleźć tanie miejsce do spania. Za cenę noclegu w pobliskim hotelu byłbym w stanie kupić malucha z małym przebiegiem i pełnym bakiem paliwa. Tylko na co mi maluch? Zawiesiłem się na chwilę. Ale spodnie przeciwdeszczowe były by całkiem spoko – pomyślałem. Zmarzniętymi dłońmi wyjąłem telefon i wpisałem hasło “hostel Białystok”. Jeden telefon później, szesnastoosobowy osobowy pokój młodzieżowego schroniska stał się moim domem na kilka najbliższych dni.

Jesień kolorowa, ludzie piękni i natura życzliwa czyli województwo Podlaskie greenvelo green velo

Jest sobota. Budzi mnie poranna krzątanina studentów zaocznych, którzy próbują zdążyć na zajęcia. Leniwie się przeciągam i idę do kuchni zaparzyć sobie herbatę. Tam wpadam na grupkę starszych pań. Przyjechały do tutejszej opery by zobaczyć Carmen. Dzielą się ze mną jabłkami wykradzionymi z jakiegoś sadu. Ponoć kradzione nie tuczy – zachęcają. Dowiaduję się od nich dużo o tutejszych atrakcjach, które według nich muszę koniecznie zwiedzić. Rzucamy ciekawostkami, żartami, śmiejemy się w głos i zajadamy pyszne jabłka. W mojej głowie powoli rysuje się dzisiejsza trasa zwiedzania.

Jesień kolorowa, ludzie piękni i natura życzliwa czyli województwo Podlaskie greenvelo green velo

Około 30% mieszkańców Białegostoku jest prawosławna. Na człowieku z małopolski, gdzie cerkwie zostały zmienione w kościoły katolickie, robi to spore wrażenie. Później dowiaduję się, że twórca języka Esperanto pochodzi z Białegostoku. Idę zwiedzać miasto. Zabieram aparat, obiektyw, filtr, akumulator, jabłko, wodę i drożdżówkę. Nie zabieram plecaka. Nie mam ze sobą plecaka.

Jesień kolorowa, ludzie piękni i natura życzliwa czyli województwo Podlaskie greenvelo green velo

Zwiedzanie Białegostoku ułatwia duża ilość ścieżek rowerowych połączonych ze sobą w całkiem sensowny sposób. Odwiedzam liczne kościoły i prawosławne cerkwie, rynek i ogrody Pałacu Branickich. Dzień kończę pysznym, swojskim obiadem oraz wyśmienitą kawą w jednej z dizajnerskich kawiarenek.

Jak nie zobaczyć żubra? Bardzo prosto!

Jest godzina szósta. Najbardziej znienawidzony dzień tygodnia budzi się do życia. W popłochu łapię aparat, coś do jedzenia i pędzę na autobus, który zawiezie mnie do Białowieskiego Parku Narodowego. Chciałem tam dojechać na rowerze, bo Białystok jest połączony z puszczą szlakiem Green Velo. Niestety następnego dnia mam pociąg, a przejechanie łącznie dwustu dwudziestu kilometrów w jeden dzień nie wchodzi w grę. Dojeżdżam do siedziby Parku, by dowiedzieć się, że poza sezonem park jest nieczynny w poniedziałki. Rozczarowany swoją głupotą idę w kierunku Rezerwatu pokazowego żubrów, który znajduje się około trzy kilometry przed Białowieżą. W połowie drogi dowiaduję, się że on także jest zamknięty. Brawo Maćku, brawo – nucę pod nosem miarowo klaszcząc ręką o udo w rytm “nic się nie stało”. Przed odjazdem zachodzę do sklepu po drożdżówkę i trafiam na kozią rodzinę.

Jesień kolorowa, ludzie piękni i natura życzliwa czyli województwo Podlaskie greenvelo green velo

Co to jest Green Velo?

czyli kilka słów o Wschodnim Szlaku Rowerowym

Szlak Green Velo to dwa tysiące kilometrów trasy przeznaczonej z myślą o rowerzystach. Biegnie on przez pięć województw na wschodniej ścianie Polski. Niektóre z odcinków prowadzą po specjalnie przygotowanej nawierzchni (jak na zdjęciu poniżej) inne po bardzo mało uczęszczanych, bocznych drogach.

Jesień kolorowa, ludzie piękni i natura życzliwa czyli województwo Podlaskie greenvelo green velo

Green Velo to nie tylko piktogramy i mapy, ale także MOR-y czyli miejsca obsługi rowerzystów. Są one zgrabnie pomyślane ponieważ posiadają altany, ławki oraz porządne stojaki dla rowerów. Część z nich posiada także toalety i zbiorniki z wodą. W ramach szlaku Green Velo, wymyślono aby właściciele domków / ośrodków / agroturystyk, którzy mają w ofercie usługi dedykowane rowerzystom zostali dodani do bazy. W ten sposób na greenvelo.pl będziesz mógł zlokalizować miejsce noclegu. Uważam, że jest to świetny pomysł. Czasami śpiąc w różnego rodzaju kwaterach miałem różnorakie problemy z powodu roweru. No cóż, podróżowanie z sakwami sprawia wiele przygód… MPR-y mają za zadanie ograniczyć ilość złych przygód.

Jak oceniam Green Velo?

Historia i zabytki powstały na długo przed powstaniem jakiegokolwiek szlaku rowerowego. Więc nie ma sensu, abym o nich pisał, ale czy na pewno? Do tej pory nie było w Polsce szlaku rowerowego, który łączyłby ze sobą tyle miejsc wartych zwiedzenia. Podczas planowania trasy wycieczki, posiłkujemy się internetem, przewodnikami i mapami. Green Velo zdejmuje z naszych barków długotrwały proces przygotowań i zaprasza do miejsc, do których moglibyśmy nigdy nie trafić. Ot weź mapę i daj się poprowadzić :)

Trasa Green Velo jest zaplanowana w taki sposób by pokazać prawdziwą wschodnią Polskę. Ponadto prowadzi drogami, które są przyjazne rowerzystom i mają uspokojony ruch. Czasem trafiałem w takie dziury, że trudno w to uwierzyć. Właśnie taki sposób podróżowania lubię najbardziej. Spokojne pedałowanie przez dzikie miejsca z dala od miejsc obleganych przez zagranicznych turystów.

Jesień kolorowa, ludzie piękni i natura życzliwa czyli województwo Podlaskie greenvelo green velo

Uważam, że odwiedzenie dowolnego odcinka Green Velo to świetny sposób na pierwszą w życiu wycieczkę z sakwami. Poruszanie się po szlaku jest proste i intuicyjne. Ułatwiają je zarówno dedykowane, bezpłatne mapy, portal greenvelo.pl jak i oznaczenia na szlaku. Miejsca takie jak MOR wykluczają problem szukania odpowiednich krzaków by “załatwić swoje potrzeby” co u pań w spodenkach kolarskich wiąże się z totalnym negliżem. Mamy też stoły z ławkami, na których można spokojnie usiąść i zjeść posiłek i wpaść na innych turystów rowerowych. W przyszłym roku (2016) zamierzam sporo pojeździć po Polsce, więc chętnie odwiedzę inne miejsca do których zaprowadzi mnie Wschodni Szlak Rowerowy. Niestety nie na wszystkich odcinkach szlaku da się komfortowo jechać na szosówce.

Jesień kolorowa, ludzie piękni i natura życzliwa czyli województwo Podlaskie greenvelo green velo

Dalece odmienny tak, niczym lecący ptak
Spoglądam sokołem, otaczam świat kołem
Słonce daje mi znak, niebo zakrywa twarz
Opadam w bezruchu, nagła siła wybuchu – Sandaless [Wizje]

Herbata smakuje najlepiej gdy pijesz ją w towarzystwie

Podczas tego niedługiego wyjazdu poznałem kobietę, która była dla mnie niczym własna babcia, lokalnego patriotę, który chciał mnie zabrać do siebie i oprowadzić po “swojej Puszczy Białowieskiej”. Zwiedziłem miejsca, do których najprawdopodobniej nigdy bym nie trafił. Zgubiłem kawałek statywu i rękawiczki, zniszczyłem kabel od telefonu oraz spędziłem najgorszy w życiu nocleg na dziko. Rozmawiałem z sześćdziesięciolatką o dziecięcych oczach i psotliwym śmiechu, a ostatniego dnia poznałem inspirującego chłopaka, który zwiedził pół świata i był zachwycony Polską. Gdybym został w domu, nigdy nie poznałbym tych ludzi, nie poznał tych wszystkich lokalnych smaków, nie zwiedził tych miejsc, nie zdobył doświadczenia i nie napisałbym tego wpisu. Podlasie w mig stało się dla mnie bajkowym miejscem, do którego będę zaglądał z wielkim entuzjazmem i sentymentem. Jeśli masz w planach podróż w tamte rejony, może wybierzemy się tam razem?

Jesień kolorowa, ludzie piękni i natura życzliwa czyli województwo Podlaskie greenvelo green velo

Oto pełny album z mojego wyjazdu

Niniejszy wpis powstał we współpracy z Wschodnim Szlakiem Rowerowym Green Velo. Pełną mapę, atrakcje  turystyczne,  poradniki oraz inne wartościowe informacje znajdziesz na GreenVelo.pl

Lubisz tu zaglądać?
Wpisz swój e-mail, a uzyskasz dostęp do ekskluzywnych materiałów dodatkowych oraz zniżek do sklepów rowerowych.
PS Twój adres pozostanie prywatny.

Maciek Sobol

Człowiek napędzany niesłabnącą pasją do rowerów, pisania, fotografii oraz podróżowania. Uwielbia gadać i pomagać innym, co zresztą z powodzeniem uskutecznia na tym blogu.

  • Wspólnie z GreenVelo.pl mamy dla was konkurs z fajnymi akcesoriami dla rowerowych turystów. Więcej informacji znajdziesz w tym wpisie na fejsie –> https://goo.gl/CEG0OH

    Zgłoszenia konkursowe przyjmujemy tylko do 15 listopada do godziny 21:00, więc spiesz się :)

  • Ja się niestety na GV nacięłam. Zobacz to. Za kasę na infra rowerową zrobiono drogę dla samochodów. Na drogę dla rowerów już kasy nie starczyło. Tak, to po prawej jest ukończone. Nie dało się jechać, pojechałam po zakazie szutrem dla samochodów. A miałam semislicki.

    • Jesteś pewna, że ten odcinek został już oficjalnie ukończony, a nie przeznaczony do zrobienia? Gdzie on się znajduje?

      • Tak, jestem pewna. Polecam Green Failo na fb ( https://www.facebook.com/greenfailo/?fref=ts ), tam jest cała prawda o tym szlaku. Wałki na wałkach, lewe fakturki, pani reklamująca GV na tle samochodu i kupa kasy wydanej na promocję… tylko że ta promocja pokazuje kawałki szlaków, a nie całość, która jest żenująca.

        • Paweł Tadejko

          Cała prawda o tym szlaku? Chyba cały hejt, żal do świata i to że nie każdego dnia świeci słońce! O języku dyskusji nawet nie wspomnę! A jaki to popularny fanpage! Ma cały tysiąc fanów! Chyba swoim sposobem komunikacji nie zjednują sobie zwolenników. Szkoda, że zamiast konstruktywnie krytykować, sieją hejt bez pamięci.

          • Widzę, że jest pan specem od marketingu tego szlaku. Szkoda, że po sporej ilości kilometrów nie da rady przejechać niczym, nawet rowerem górskim. W zasadzie ten szlak leci najlepiej tam, gdzie tylko postawili znaki, choć w niektórych miejscach DDR ma 20 metrów przed szlabanem (gdzie rower powinien jechać jezdnią). Miliony wydane na głupie barierki. Tysiąc fanów prawdziwych, nie kupionych na allegro jak GV :)

          • arkord

            Zgodzę

    • arkord

      Green Failo, pokazuje często wyrwane z kontekstu zdjęcia, czy zmanipulowane newsy. Nie twierdzę, że Green Velo i samorządy są bez winy, ale czytałam o sytuacji, że szlak GV został zadaptowany na drogę dojazdową do osiedla, przez kierowców samochodów osobowych BEZPRAWNIE. Jeśli jednak faktycznie to zdjęcie to prawda, to mam nadzieję, że do końca roku, do momentu oddania inwestycji, ta sytuacja zostanie wyjaśniona.

  • arkord

    Masz jakieś konkretne plany co do dalszego śmigania trasami GV w przyszłym roku? Ciekawa relacja i dobre zdjęcia :)

    • Dziękuję :) Absolutnie żadnych, ale mam wszystkie mapy :) Marzę o zwiedzeniu Puszczy Białowieskiej oraz objechaniu Mazur.

      • arkord

        GW takim razie, z niecierpliwością czekam na relację z tych regionów. GV zdecydowanie wygrywa otaczającą ich naturą, Suwalszczyzna, Roztocze… ech. Tylko wsiąść na rower i podziwiać!

  • Darek Pudełko Fundacja GEOLIFE

    Maciek pokazuj swoje przygody i trasy za pomocą mapillary.com
    Polecam bardzo.

    • Dziękuję za ciekawą propozycję :) Niestety nie wiem czy znajdzie ona u mnie zastosowanie gdyż niemalże wszystkie zdjęcia robię za pomocą lustrzanki. Wyciąganie telefonu i próba powtórzenia ich to dodatkowy czas, a ja jestem leniwy…

      • Jeśli masz gps’a, to wystarczy dobrze ustawic datę w obu urządzeniach i za pomocą śladów gpx za pomocą wielu softów dopisywać (automatycznie) geotagi ;-)

        Ale z drugiej strony to pewnością nie bedzie to, co można uzyskać na mapillarach ;)

  • Milena Nieścior

    super opis i przepiękne zdjęcia! przypominają mi moje miłe rowerowe chwile na wschodzie :)

  • Anaberry

    Trafiłam na ten wpis i bloga dzięki linkowi profilu „Magia Podlasia”. Podlasie odwiedziłam wiosną tego roku i się w nim zakochałam od pierwszego wejrzenia. Dzięki za wpis, czytałam z uśmiechem na ustach i nie wiem czemu, miałam wrażenie, że opisujesz przygody w jakimś dalekim zakątku globu, a nie na swojskim wschodzie. Pozdrawiam!

    • Dziękuję za komentarz. Wielu udanych wyjazdów życzę :)

  • OD wczoraj jest znów głośno o Green Velo, głównie dzięki pani dyrektor odpowiedzialną za inwestycję. TO ona zrównała krytyków z hejterem. .

    Więcej tutaj: http://www.forumrowerowe.org/topic/180352-greenvelo-trasa-turystyczna-przez-wschodnia-polske/?p=1772803

  • Drewniany most w Dolistowie Starym i piękne widoki na Dolinę Biebrzy… piękne miejsce! Podlaskie Green Velo przejechałem od Trójstyku do Białegostoku. Fantastyczne tereny!

    Dla zainteresowanych zapraszam do relacji i zdjęć: http://roweremposlasku.pl/wyprawa-rowerowa-green-velo/