Kluszkowce – JOY RIDE Bike Festival 2015 na wideo

Nie jestem jakimś maniakiem downhillowym ani enduro. W sumie to nie mam odwagi, żeby tak zjeżdżać. Jednak nic nie stało na przeszkodzie, aby pojechać i zrobić relację, a przy okazji dobrze się bawić!

Na tydzień przed Joy Ride Bike Festival 2015, mój przyjaciel powiedział mi, że zwolniło się miejsce w domku i w aucie. Ponieważ okazje są po to, aby je łapać. Pojechałem. Wyjechaliśmy dość późno i na 23:00 byliśmy na miejscu. Domek był prześliczny. Po suto zakrapianej imprezie, miałem spore problemy z zebraniem się na 10:00, ale pomógł mi w tym zimny prysznic.

Kilka dni wcześniej zamówiłem dwa dodatkowe akumulatory do aparatu oraz komplet eneloopów do recordera. Spakowałem także batterypack do telefonu. Tak zaopatrzony mogłem wyruszyć w trasę. Miałem ze sobą tyle sprzętu, że starczyło mi miejsca na dwie pary skarpet, dwie pary bokserek, softshell i miniaturowy zestaw do higienieny (Ultralight Bikepacking – Kosmetyczka). Nie zabrałem nawet mydła. W sumie było to:

  • plecak Vaude Bike Alpin 25+5 (recenzja)
  • nóż + pakiet survivor + mini apteczka
  • pakiet wyzytówek
  • 10L worek wodoodporny na laptopa
  • mały śrubokręt w długopisie z wymiennymi końcówkami
  • statyw duży
  • statyw mały
  • laptop + zasilacz
  • dysk twardy 2TB
  • aparat + 18-105 i 50 mm
  • recorder z deadkat’em
  • 4 akumulatory do aparatu
  • 2 komplety aku AA
  • battery pack
  • 2 karty 32GB (aparat)
  • 1 karta 16GB (recorder)
  • telefon + ładowarka + słuchawki
  • folia kuchenna (zabezpieczenie aparatu przed wodą)
  • 2 pary skarpet
  • 2 pary bokserek
  • stuptuty
  • softshell
  • kurtka wodoodporna

Całość ważyła przeokrutnie dużo. Na całe szczęście plecak kładłem w każdej wolnej chwili. Materiał kręciłem aparatem, a ujęcia slow motion zostały nakręcone telefonem. Całe szczęście ani jednego ani drugiego nie miałem ze sobą, gdy przebiegając z miejsca na miejsce wpadłem pod pędzącego rowerzystę. Z reguły wszyscy jeździli po trasie. Tak więc biegłem patrząc pod nogi gdy usłyszałem głośne „spierdalaaaaaj”. Bez oglądania się dookoła ruszyłem jeszcze szybciej. Nagle poczułem mocne uderzenie w udo i pośladek. Po chwili zbierałem się z ziemi. Wstałem otrzepałem się i ruszyłem w kierunku rowerzysty.

Gość leżał nieruchomo, a nad nim stało kilka osób. Myślę sobie, „złamałem gościowi kręgosłup, no pięknie”. Na całe szczęście ani jemu, ani rowerowi nic się nie stało. Ja mam lekkiego sinika i nauczkę by na tego typu imprezie, zawsze ale to ZAWSZE najpierw się rozglądać. W sumie nagrałem kilka godzin materiału, który zmontowałem w powyższy film. Zajęło mi to łącznie około 6 godzin. W porównaniu do montażu filmu z Pucharu MTB Tarnowa, poczyniłem spore postępy, z których jestem zadowolony. A najlepsze dopiero przede mną…

Lubisz tu zaglądać?
Wpisz swój e-mail, a uzyskasz dostęp do ekskluzywnych materiałów dodatkowych oraz zniżek do sklepów rowerowych.
PS Twój adres pozostanie prywatny.

Maciek Sobol

Człowiek napędzany niesłabnącą pasją do rowerów, pisania, fotografii oraz podróżowania. Uwielbia gadać i pomagać innym, co zresztą z powodzeniem uskutecznia na tym blogu.

  • nonz

    Wybacz, ale dziennikarzy widzących świat tylko przez obiektyw należy piętnować z całą surowością.